Biznes,  Marketing hotelowy

Jak wypromować mały hotel i pensjonat? O niewykorzystanym potencjale rodzinnych hotelarzy

Właśnie wróciłam z krótkiego urlopu w górach, z którego przywiozłam kilka przemyśleń. Dzisiaj będzie o tym, jaki potencjał drzemie w większości miejsc noclegowych, o niewykorzystanych szansach i o złym podejściu do marketingu.

Małych hoteli i pensjonatów w górach są setki. Często położone są w miejscach zupełnie nieturystycznych i stanowią jedynie bazę wypadową w inne, warte uwagi miejscówki. Dlatego tym bardziej właściciel każdego z nich powinien znaleźć swoją grupę docelową, spisać wady i zalety swojej oferty i na tej podstawie budować marketingowy przekaz. Liczą się opinie, polecenia; charyzma właściciela też się przydaje.

Przed wyjazdem dotarłam do czeluści Internetu w poszukiwaniu idealnego miejsca noclegowego dla rodziny z dzieckiem. Na co zwracałam uwagę:

– przedział cenowy,

– zdjęcia, a na nich stan łazienki (to mój numer jeden), wygląd pokojów,

– czy jest miejsce do zabawy dla dziecka.

A teraz hotelarzu postaw się na moim miejscu. Jak myślisz, czy znalazłam dla siebie miejsce idealne?

Najczęstsze błędy jakie popełniasz, hotelarzu:

– słabej jakości zdjęcia, ciemne, niestarannie wykonane – świadczą o tym, że być może i sprzątanie wykonujesz niestarannie,

– brzydka pościel z kory – może jeszcze ktoś taką lubi, ale dla mnie pachnie to latami 90. i… nie chcę tego zapachu sprawdzać na miejscu,

– brak zdjęć otoczenia domu / hotelu – nie wiem jakie widoki z okna mnie czekają, czy plac zabaw to tyko jedna huśtawka czy może coś więcej. Nie chcę kupować kota w worku.

Dobra oferta składa się:

– wyróżnika który ma przyciągnąć moją (klienta) uwagę!

– z krótkiego, wypunktowanego opisu, tak jak ja robię to teraz. Ma być krótko, zwięźle i na temat,

– estetycznych, jasnych zdjęć pokoi, łazienek, widoków z okna oraz najbliższego otoczenia – tarasu, ogrodu,

– z informacji kogo zapraszasz (czy dobrze będą czuły się u Ciebie starsze osoby, czy rodziny z dziećmi, a może osoby niepełnosprawne).

Czym może być wyróżnik?

– kameralny basen lub altanka z murowanym grillem,

– może być to bogato urządzony plac zabaw, na którym nawet dorośli mają ochotę się bawić,

– sposób życia gospodarzy, np. oferujesz posiłki wegetariańskie, czy wegańskie, albo zwracasz szczególną uwagę na ekologię (unikasz plastiku, używasz ekologicznych środków czystości, itp.),

– własne produkty – jaja, mleko, owoce i warzywa z własnej uprawy,

– pokoje i łazienki przystosowane do osób niepełnosprawnych,

– materace dla osób z problemami z kręgosłupem,

– pokój z dużymi łóżkami dla osób bardzo wysokich,

– pokój przystosowany do pobytu z psem (możliwość wypożyczenia klatki, misek),

– sposób urządzenia pokoi – w nowoczesnym stylu lub lokalnym. Mnie osobiście bardzo podoba się połączenie góralskiego klimatu z nowoczesnością. Tandetne domki zżółkniętej brzozy  omijam szerokim łukiem.

Jeśli nawet nie masz pięknych widoków z okna, czy basenu, zawsze znajdzie się coś, czym możesz przyciągnąć klientów. To coś nie jest takie łatwe do wymyślenia, ale po to jesteśmy my, specjaliści, potencjalni klienci, z wyczuciem smaku i wiedzą na temat obowiązujących trendów. Jeśli samodzielnie chcesz zająć się promocją swojego pensjonatu, zacznij od analizy konkurencji. Jeśli chcesz się wyróżniać tylko bardzo niską ceną – proszę bardzo, ale jeśli w Twojej okolicy jest 100 innych ofert noclegowych z tej samej półki cenowej – wtedy musisz walczyć o klienta. Im lepszego klienta do siebie przyciągniesz – lepiej dopasowanego do swoich możliwości – tym większa szansa, że klient będzie wracał do Ciebie co roku. My Polacy stety-niestety lubimy upatrywać sobie takie swoje gniazdka do których przylatujemy co sezon. A mieć stałych klientów to połowa sukcesu.

Kim jest dobrze dopasowany klient?

To taki, który będzie się dobrze u Ciebie czuł, zrelaksuje się i dostanie to czego mu potrzeba na co dzień. Taki klient poleci Cię znajomym, a nawet napisze publiczną opinię. Co warunkuje dopasowanego klienta? Czy ja byłam dopasowanym klientem?

Podczas moich ostatnich wakacji w górach – dzięki nim powstał ten wpis – wyciągnęłam kilka wniosków i rad dla Ciebie hotelarzu. Mimo pięknego ogrodu i towarzysza dla mojego 4-latka (gospodyni miała 5-letniego chłopca), dzięki któremu wieczorami naprawdę mogliśmy z mężem odpocząć bo dzieci zajmowały się sobą i nie angażowały nas – nie mogłabym przyjechać tu ponownie. Pokoje były tak małe, że osoba o wzroście powyżej 170 cm czułaby się bardzo niekomfortowo – łazienka była umieszczona pod skosem dachu, także wejście pod prysznic mogłoby skończyć się guzem. Nie wyobrażam sobie abyśmy przyjechali tam będąc 4 osobową rodziną (dostaliśmy pokój z piętrowym łóżkiem więc teoretycznie był przeznaczony na taką ilość osób). Mimo całego uroku, było nam tam po prostu niewygodnie, ciasno, wręcz klaustrofobicznie.

Rada 1: Nie upychaj dużej liczby łóżek na małej powierzchni. Klienci chcą u Ciebie odetchnąć, a nie kisić się jak śledzie w puszce.

Drugim problemem okazało się śniadanie. Za 15 zł od osoby dostaliśmy biały chleb, serek topiony (a fuj!), margarynę z dodatkiem masła (jeszcze gorsze fuj!), kilka plastrów sera żółtego i wędliny, jajka sadzone, herbatę. Gdyby chociaż do wyboru byłoby ciemne pieczywo, prawdziwe masło i oscypek (w końcu byliśmy w górach) to zignorowałabym tę kwestię.

Rada 2: Na wakacjach, zwłaszcza kobiety chcą odpocząć od gotowania. Wiele z nas tego nie lubi, lub po prostu potrzebuje chwili odpoczynku od wszystkich codziennych obowiązków. Śniadanie powinno umilić poranek. Daj wybór, pamiętaj o coraz powszechniejszych alergiach (ja na przykład w/w jajek nie mogłam zjeść, syn także ma alergię na produkty mleczne), stawiaj na regionalną kuchnię.

Rada 3: Zwracaj uwagę na szczegóły. Przy sprzątaniu zaglądaj w zakamarki. Toaleta warunkuje czystość całego hotelu. Pamiętaj o papierze toaletowym – ja musiałam o niego poprosić. Niby ludzkie, ale dla mnie nie było to przyjemne (i musiałam się po niego fatygować po i tak męczącej podróży).

Niewykorzystany potencjał tego miejsca leżał w balkonie. Nie był zbyt duży, ale dla 2 osób idealny. Brakowało na nim małego okrągłego stoliczka i krzeseł (było jedno, troszkę zardzewiałe…). Widok z okna mieliśmy bardzo ładny i marzyło nam się śniadanie na balkonie. Drugiego dnia pobytu już nie wykupiliśmy „śniadania” u gospodyni, tylko zrobiliśmy sobie piknik na kocu. Gdyby właścicielka znała instagramowe trendy wiedziałaby jakim asem w rękawie dysponuje.

Nie byłam idealnie dopasowanym klientem tego hoteliku, dlatego tam nie wrócę. Czy polecę go innym? Gdyby tylko pokoje były większe – tak. Ale trudno mi, matce, która już wszystkie koleżanki ma co najmniej z ciążowym brzuszkiem polecić to miejsce bo zwłaszcza z wózkiem, utknęłyby już w drzwiach. Na jedną noc, dla śniadania na kocu na balkonie, jeśli komuś nie przeszkadzają grające na podwórku dzieci – proszę bardzo.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.