Biznes,  Marketing

Moda na darmowe dzielenie się wiedzą – słuszny trend czy poważne zagrożenie?

Coraz więcej z nas buduje swoją markę osobistą, swoją eksperckość, dzieląc się wiedzą za darmo lub za pozostawienie swojego adresu e-mail w bazie. Pojawia się coraz więcej darmowych poradników, e-booków do ściągnięcia po zapisaniu się na newsletter. Z każdej strony zalewają nas bezpłatne webinary i live`y. Nie musimy się już wysilać i tracić czasu na szukanie potrzebnych informacji. Wszystkie podstawy lub opis konkretnych zagadnień dostajemy na tacy. Dostajemy od osób, które obserwujemy, lubimy, ponieważ dzielą się publicznie swoim doświadczeniem, trikami, przepisami na sukces.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że darmowe treści które pobieramy od owych ekspertów nagle nie przebierały postaci płatnych produktów. Skoro lubimy danego eksperta, czy influencera, zwykle w ciemno kupujemy stworzone przez niego e-książki, w oczekiwaniu, że dostaniemy od niego jeszcze więcej wartościowej wiedzy. Niestety, w moim odczuciu, ci eksperci zbyt dużo wiedzy sprzedają za darmo. Po zakupieniu ich e-booków okazuje się, że nie ma w nich już nic nowego. Wszystko zostało powiedziane.

To bardzo rozczarowuje, zwłaszcza kogoś, kto regularnie ogląda danego eksperta i dużo z otrzymanej za darmo wiedzy zapamiętuje, wdraża od razu. Płatna forma jest jedynie zbiorem wszystkich myśli, doświadczeń autora. Dla wnikliwego obserwatora, zwykle w płatnych treściach nie ma już nic, za co warto zapłacić.

Dlatego, influencerze-ekspercie – jeśli chcesz sprzedać mi tylko jeden produkt, proszę bardzo obieraj taką strategię. Jednak jeśli chcesz, abym wróciła po Twoją kolejną publikację – zaskocz mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.